Declaré Age Control Vitamin A Booster (Skoncentrowana emulsja do twarzy)
Opakowanie:
To jest absolutny majstersztyk i coś, co od razu rzuca się w oczy! Szklany, ciężki, bardzo elegancki flakon o pojemności 50 ml. Zastosowano tu genialny mechanizm: przekręcamy nakrętkę o pół obrotu, a wewnętrzna pipeta automatycznie zasysa idealną porcję emulsji. Nie trzeba nic wyciskać ani zgadywać, ile produktu nałożyć. Bardzo higieniczne i szalenie luksusowe rozwiązanie.
Konsystencja i zapach:
Spodziewałam się typowego, wodnistego serum, a tutaj mamy do czynienia z bardzo leciutką, jedwabistą emulsją. Wchłania się błyskawicznie, nie zostawiając lepkiej warstwy, co dla mnie jest ogromnym plusem. Kosmetyk jest całkowicie bezzapachowy - idealna wiadomość dla wrażliwców i alergików, których drażnią sztuczne kompozycje zapachowe.
Działanie:
Długo szukałam produktu z witaminą A, który nie zrobi mi "krzywdy". Tradycyjne retinoidy potrafią mocno przesuszyć i podrażnić moją cerę. Ten booster to jednak zupełnie inna bajka. Działa niezwykle łagodnie, ale skutecznie. Używam go na twarz, szyję i dekolt (rano i wieczorem pod krem). Już po kilku minutach od nałożenia czuć, że skóra jest "napita", napięta i niesamowicie gładka.
Po kilku tygodniach regularnego stosowania zauważyłam, że drobne linie mimiczne (szczególnie te poziome na dekolcie!) są wyraźnie spłycone, a twarz wygląda po prostu na wypoczętą i odświeżoną. W składzie oprócz witaminy A znajdziemy m.in. kwas hialuronowy, jojobę i lecytynę, co cudownie podbija nawilżenie. Duży plus za certyfikat cruelty-free.
Declaré Stress Balance Skin Meditation (Krem łagodząco-kojący do twarzy)
Moja cera: Reaktywna, skłonna do zaczerwienień, naczynkowa. Reaguje źle na wiatr, klimatyzację, zanieczyszczenia i stres.
Opakowanie:
Krem zamknięty jest w eleganckim, solidnym słoiczku. Design marki Declaré jest bardzo minimalistyczny i szwajcarski - na półce w łazience wygląda po prostu pięknie i profesjonalnie.
Konsystencja i zapach:
Krem ma cudowną, dość treściwą, ale w żadnym wypadku nie tłustą, konsystencję. To nie jest tępa maść. Aplikuje się go bardzo miękko, sunie po skórze jak masełko i świetnie z nią stapia. Nie obciąża i nie zapycha porów (formuła bez substancji komedogennych, silikonów i parabenów!). Zapach jest niezwykle relaksujący, delikatny - daje uczucie wizyty w drogim SPA.
Działanie:
Słowo "Meditation" w nazwie to nie chwyt marketingowy. Ten krem działa jak gaśnica na wszelkie stany zapalne. Kiedy po ciężkim dniu, przebywaniu w smogu lub na mrozie, moja skóra piecze, swędzi i jest nieprzyjemnie ściągnięta, nakładam grubszą warstwę tego kremu i czuję ulgę w dosłownie kilka minut.
Producent obiecuje redukcję wrażliwości o 70% po 28 dniach i przyznam, że bariera hydrolipidowa mojej skóry dawno nie była w tak świetnym stanie. Skład to poezja dla wrażliwców: beta-glukan z drożdży wzmacnia odporność, skwalan i masło shea odbudowują lipidy, a wyciąg z nagietka, alantoina i bisabolol wyciszają czerwień. Zauważyłam, że odkąd go stosuję, moja twarz przestała tak gwałtownie reagować na zmiany temperatur. Bardz dobrze sprawdza się też pod makijaż (podkład się nie roluje).
%20%5Bweb-search%5D_a_stw%C3%B3rz_bardzo_bliski%20(1).png)

%20%5Bweb-search%5D_a_stw%C3%B3rz_bardzo_bliski.png)
_a_popraw_napisy_na_pro%20(2).png)











